fbpx

 

 

 

 

 

 

 

 

Gościem odcinka jest Piotr Piasecki – Prezes Zarządu Biura Rachunkowego Piasecki Gągała. Współwłaściciel kancelarii SPG Legal. Specjalista w zakresie podatków i księgowości.

Formy zatrudnienia 2023 – jak zatrudnić pracownika? | Odc. 35

Czy stać Cię na zatrudnienie pracownika na umowę o pracę? W tym odcinku pomożemy Ci odpowiedzieć na to pytanie. Razem z naszym ekspertem analizujemy formy zatrudnienia i podejmowania współpracy, które w 2023 roku są dla Ciebie dostępne na rynku. Sprawdź czy prawidłowo stosujesz umowę o dzieło, co jest ważne przy zatrudnianiu studentów i kiedy opłaca Ci się współpracować w ramach B2B.

Chcesz poczytać więcej? Zajrzyj do artykułu na temat umowy o pracę.

W tym odcinku dowiesz się:

  • Jak zarządzać budżetem przeznaczonym na pracownika
  • Czy możesz zaproponować pracownikowi przejście na B2B
  • Która forma pozwala na preferencyjne warunki zatrudniania studentów

Kamil Nowak: Chociaż sam w biznesie możesz osiągnąć naprawdę wiele, to być może rozwój Twojej firmy wymusi na tobie zatrudnienie pracowników, outsource’owanie obowiązków czy też współpracę z innymi przedsiębiorcami. Kogo zatem zatrudnić na etat? Co można uznać za dzieło? I komu opłaca się współpraca z samozatrudnionym? Właśnie o tym będziemy rozmawiali.

O formach zatrudniania, czy też nawiązywania współpracy, które mogą interesować Ciebie słuchaczu jako przedsiębiorcę, porozmawiam z panem Piotrem Piaseckim. Dzień dobry

Piotr Piasecki: Dzień dobry.

KN: Piotr Piasecki jest prezesem Zarządu Biura Rachunkowego Piasecki Gągała, współwłaścicielem kancelarii SPG Legal, specjalista w zakresie podatków i księgowości. Czyli idealnie będziemy tutaj mogli wykorzystać właśnie wiedzę pana Piotra. No, to… Pierwsze pytanie, które mi się nasuwa z brzegu: czy mikroprzedsiębiorca, osoba, która ma jednoosobową działalność gospodarczą, która de facto najczęściej pracuje sama na siebie, czy ona może kogoś zatrudniać, czy może kogoś, że tak powiem wziąć na etat?

– Oczywiście, jak najbardziej każda firma może zatrudniać inne osoby. To, że tego nie robi na początku, najczęściej bierze się z tego, że nie ma takiego zapotrzebowania lub nie ma na to wystarczających środków. Natomiast tak naprawdę już od jednoosobowej działalności możemy zatrudniać inne osoby, a wręcz od pewnego momentu biznesowego wręcz musimy, bo po prostu czas jest ograniczony i potrzebujemy pomocy, więc nie ma limitu dla obrotu, ani dla wielkości firmy. Pozostaje kwestia rozważenia, jaka forma współpracy jest racjonalna na danym etapie biznesu.

– No właśnie i o tych formach będziemy dzisiaj rozmawiać. Zacznijmy od etatu. No, bo pewnie większość osób, zanim zaczęła prowadzić swoje przedsiębiorstwa no to, myślę, że duża, duża część z tych osób była gdzieś na etacie, czyli zna to od tej strony bycia etatowcem. A jak to jest z perspektywy przedsiębiorcy? Czy to jest ta optymalna forma zatrudniania pracowników? z czym się ona wiąże? Czy to są jakieś duże koszta? Domyślam się, że tak…

– Są to relatywnie duża, duże koszta, zwłaszcza dla osoby, która do tej pory głównie skupiała się na tej kwocie netto, którą otrzymuje na rękę. Zwłaszcza jeżeli ktoś pracował wcześniej na etacie, mógł nie być świadomy tego, jak rzeczywiście rozkładają się koszty po stronie pracodawcy. Bo upraszczając: do tego, co mamy na umowie w postaci kwoty brutto musimy doliczyć 20%, żeby określić, jakie są rzeczywiste koszty pracodawcy, przynajmniej w oparciu o same ustawowe obciążenia w stylu dodatkowych składek, które dopłaca nam jeszcze pracodawca do naszej umowy o pracę. Do tego dochodzi trochę kosztów związanych z obsługą administracyjną tego, księgową, a także czasu, który musimy poświęcić na to żeby zatrudnić pierwszą osobę. Zwłaszcza ten element czasu jest bardzo często niedoszacowany. W ogóle to jest ciekawe doświadczenie obserwować firmy, które stają przed takim dylematem, czy zatrudnić już pierwszego pracownika. W naturalny sposób każdy chciałby pierwotnie zatrudniać wszystkich na umowie o pracę i entuzjazm maleje, gdy pozna się te rzeczywiste koszty zatrudnienia, a także zakres obowiązków, które się z tym wiąże. Bo przed zatrudnieniem pierwszego pracownika warto rozważyć, czy jesteśmy… Czy na pewno w takiej sytuacji, że stać nas już na nas, na tego pierwszego pracownika, zarówno pod kątem kosztowym, jak również pod kątem czasowym. Czy ten pracownik na siebie zarobi oraz czy my możemy sobie pozwolić czasowo na to, żeby dołożyć sobie obsługę administracyjną takiego pracownika. Może się okazać, że na etapie przejściowym. Lepiej podzlecić innym firmom część naszych obowiązków, niż tworzyć nowe stanowisko pracy, czy generować pełny etat. Natomiast nie każdą rzecz w ten sposób można zrobić. Pierwszy pracownik najczęściej powinien na siebie zarabiać, żeby nam się to w ogóle opłacało i kalkulowało.

– Czyli ten moment, w którym myślimy, czy to już zatrudnić pierwszego pracownika, powinien być powiązany po prostu z czystą kalkulacją: ile taki pracownik może nam mniej więcej przynieść pieniędzy do firmy, a ile będziemy musieli wydać na jego, na jego pensję?

– Zdecydowanie tak. I tutaj, rzecz, której często się niedoszacowuje, to to, że pierwszy pracownik pochłania bardzo dużo czasu właściciela. Patrząc z boku, jest to naj jeden z najbardziej niebezpiecznych momentów dla świeżej firmy: Moment, kiedy zatrudniamy pierwszego pracownika pełnoetatowego. Bo bardzo łatwo nam policzyć, ile będzie nas kosztowała ta umowa o pracę na poziomie finansowym. Tak jak mówiłem, możemy zastosować tu pewne uproszczenia dla umowy o pracę. Do kwoty brutto doliczyć 20%, to daje mniej więcej nasz łączny koszt jako pracodawcy. Jak chcemy w uproszczony sposób określić, jaka część tej kwoty trafi do pracownika, możemy wziąć sobie 60% tego naszego łącznego budżetu, jaki możemy przeznaczyć na daną umowę. Z tego uproszczenia wychodzi nam kalkulacja, że, jeżeli chcemy, żeby nasz pracownik otrzymał 3000 netto, musimy się liczyć z tym, że z naszego budżetu musimy wyłożyć 5000 zł Analogicznie, przy 10 000 zł budżetu na pracownika trafi do niego finalnie 6000 zł netto i nie za bardzo będzie go interesowało, co się dzieje z tymi 4000? Nas jako pracodawcę jak najbardziej. Tą część, jednak łatwo policzyć. Trudno skalkulować jednak jak dużo naszej zdolności zarabiania stracimy na tym, że będziemy poświęcać czas na przyuczenie pierwszego pracownika. Bo jeżeli pójdzie to sprawnie i ten pracownik szybko zacznie na siebie zarabiać, to oczywiście w naturalny sposób przyspieszy to rozwój naszej firmy. Niestety, często w praktyce. Pochopnym zatrudnienie pierwszego pracownika może oznaczać problemy dla tej świeżej firmy. Bo bardzo często wygląda to tak, że właściciel przekonany, że zarabiając samodzielnie kwotę, powiedzmy 10 000, jak zatrudni drugiego pracownika, to razem zarobią 20 000.. Co w taki prosty sposób się nie skaluje, gdyż pierwszy pracownik rzadko kiedy zarobi dla firmy tyle, co właściciel, a dodatkowo pochłonie część czasu właściciela. Więc można oczekiwać, że ten przychód na pewno nie podwoi się razem z pierwszym pracownikiem, a wzrośnie, tylko o pewien procent, który będzie specyficzny dla branży, w której dana firma działa. No, i na ile sprawnym menadżerem jest właściciel. Bardzo często jest to pierwsze doświadczenie w zatrudnianiu, więc może być różnie.

– Ten przedsiębiorca też – tak jest często w jednoosobowych działalnościach gospodarczych – że jakby ten fenomen tego sukcesu polega też czasem na samym tym właścicielu. Więc no, tak, jak pan powiedział, nie można przyrównywać takiej skali od razu temu pracownikowi, no, bo często to chodzi też o kontakt, o takie zaplecze biznesowe, o te umiejętności miękkie czy o znajomości, które już przedsiębiorca w jednoosobowej działalności gospodarczej wyrobił. Ten proces zatrudniania akurat my pierwszego handlowca mieliśmy już omówiony w pewnym odcinku, także tam też pokazywaliśmy, jak duży jest to koszt i jak ważny jest dobry onboarding. Ale właśnie o tych pierwszych miesiącach pracy porozmawiajmy: zatrudniamy jako przedsiębiorca kogoś na etat, Zatrudniamy go najpierw na 3 miesiące i co potem? To jest okres próbny. Co potem z tymi umowami na czas określony? Jak to wygląda? Czy tu się coś zmieniło?

– Jeśli chodzi o pierwszą umowę, może być ona na okres próbny nie dłuższy niż 3 miesiące. Teraz nastąpiła drobna zmiana przepisów, która pozwala lekko wydłużyć ten okres o planowane nieobecności. Przykładowo, jeżeli pracownik z góry planuje urlop w tym okresie, kiedy rozpoczyna zatrudnienie, to ten okres próbny może się o ten okres wydłuzyć. Natomiast, jeżeli zawieramy umowę na czas nieokreślony, to mamy tutaj pewne ustawowe limity. Maksymalnie możemy zawrzeć 3 takie umowy na czas określony i nie możemy przedłużyć łącznie okresu tego, umów powyżej 33 miesięcy. Okres umowy na czas próbny nie wlicza się do tego czasu. Po tym czasie obowiązuje nas już rygor umowy na czas nieokreślony. Natomiast oczywiście nie ma przeciwwskazań do tego, żeby od razu pierwsza umowa była umową na czas nieokreślony. Zależy to od preferencji pracodawcy. No, i tego, co oferujemy naszemu pracownikowi. Więc nie jest tak, że jesteśmy zmuszeni do tej formy umów na czas określony.

– Wspominaliśmy już o kosztach, które wiążą się z etatem. Wspominaliśmy już o kalkulacji: Czy nam się to w ogóle, że tak powiem, opłaca, czy czy jesteśmy w stanie podołać. No, a co w przypadku, kiedy czujemy, że potrzebujemy kogoś do pomocy w naszej firmie? Czujemy, że potrzebujemy kogoś, komu będziemy mogli delegować część zadań? No, ale wychodzi na to, że nas na ten etat, pełny etat, nie stać. Co wtedy może przedsiębiorca zrobi? Czy to jest miejsce na umowy zlecenie, umowy o dzieło? Jak korzystać z tych form?

– Sytuacja przedsiębiorca może być różna, ale no, prawo daje nam trochę możliwości. w jaki sposób możemy zachowywać się w takiej sytuacji? Przede wszystkim możemy pewne rzeczy podzlecić dla firm, które zajmują się outsorcingiem pewnych rzeczy. Chociażby możemy zatrudnić sobie wirtualną asystentkę na godzinę, która część usług wykona dla nas w oparciu o rozliczenie godzinowe. Jeśli chodzi o takie doraźne wsparcie przedsiębiorcy, można też zawrzeć umowy cywilnoprawne ze współpracownikami na wykonanie określonych dzieł albo zlecić im pewne rzeczy w oparciu o umowę zlecenia. I tutaj istotne jest rozróżnienie: co w ogóle możemy zlecać w oparciu o umowę zlecenia, a co w oparciu o umowę o dzieło. Przede wszystkim to, co często umyka, to to, że zlecenie jest umową starannego działania, a dzieło jest umową rezultatu. To dzieło jest bardzo stosunkowo popularne w polskim systemie prawnym, dlatego, że co do zasady nie jest obciążone, dzieło nie jest obciążone składkami na ubezpieczenie społeczne. Z jednym wyjątkiem, małą pułapką dla świeżych przedsiębiorców: Gdy dana osoba ma już z nami umowę o pracę, to wtedy dodatkowe dzieła są obciążone tymi składkami i trzeba na to uważać. No, ale jeżeli zawieramy to z kimś, kto nie ma z nami żadnej innej umowy, możemy zlecić mu wykonanie określonego dzieła, które charakteryzuje się tym, że mamy jakiś z góry określony rezultat działania tej osoby. Taki typowym przykładem dzieła jest na przykład wykonanie tłumaczenia, napisania nam tekstu, zrobienie dla nas jakiejś jednej prezentacji czy coś, co możemy w konkretny sposób dookreślić, że to jest pożądany przez nas rezultat. Nie jest jednoznaczne z dziełem, ale często zlewa się w jedną całość w takim powszechnym mówieniu: umowa o przekazanie praw autorskich w ramach umowy o dzieła. Bo umowa o dzieło, jeżeli jest już na konkretny rezultat, prawa autorskie do tego rezultatu mogą być przekazane zlecającemu. W takich przypadkach możemy zastosować kwalifikowane koszty 50%, co oznacza łącznie relatywnie niski koszt dla pracodawcy, bo nie ma składek, Jest minimalny podatek i często ta forma jest pożądana. Natomiast nie zawsze możemy ją stosować, bo jeżeli nadużyjemy tej formy i na przykład będziemy próbowali umowy o dzieło zawierać cyklicznie z tą samą osobą na określoną kwotę, miesiąc w miesiąc, to ta umowa nie obroni się chociażby na pierwszej kontroli ZUSu, bo zostanie potraktowana jako umowa starannego działania i jako de facto umowa o pracę lub chociażby umowa zlecenia, od której powinny zostać naliczone składki. Więc, zawierając umowę o dzieło, trzeba liczyć się z tym, że powinna ona posiadać określony rezultat, który dla uproszczenia, żeby mieć jedną metodę samodzielnego sprawdzenia, czy dane dzieło jest dziełem. Jeżeli mamy jakiś określony rezultat, który jesteśmy w stanie pokazać, chociażby na kontroli, to jest to dobry wskaźnik na to, że mamy do czynienia z rzeczywistym dziełem. Inną rzeczą, której warto się wystrzegać, jest cykliczność, czyli powtarzalność danej umowy o dzieło, określona kwota- nie wiem – 3000, 5000 zł miesięcznie dla tej osoby, wypłacanej w regularnych cyklach, jest dla ZUSu wyznacznikiem, że to nie jest prawdziwa umowa o dzieło, tylko jakieś stałe zatrudnienie, które zawarliśmy w tej formie tylko po to, żeby uniknąć rygoru oskładkowania. Natomiast, jeżeli faktycznie chcemy zatrudnić kogoś, kto stale nam pomaga i świadczy dla nas określone czynności- i nie jest to bardzo dookreślone, jaki ma powstać rezultat – no, to tutaj umowa zlecenie jest pewnym naturalnym wyborem. I teraz to do czego możemy… W jaki sposób możemy lekko zoptymalizować nasze koszty poprzez tą umowę zlecenie, jest zawieraniem umowy zlecenie ze studentami. Mamy w polskim systemie prawnym bardzo dużą preferencję do zatrudniania młodych ludzi, Jeżeli zawieramy umowę z kimś, kto jednocześnie posiada status studenta i jest osobą poniżej 26 roku życia., To nasze koszty są równe kwocie netto, które ta osoba otrzymuje, bo nie ma tutaj żadnego narzutu. Więc teraz, jeżeli my jako przedsiębiorcy mamy ograniczony budżet, to najlepsze co biznesowo możemy zrobić, to w taki sposób dostosować nasz budżet, znaczy nasz biznes do tego, żeby był w stanie zatrudniać studentów. W taki sposób, żeby było to dla obu stron korzystne. No, bo oczywiście, jeżeli zrobimy to na siłę i nie będzie to korzystne, to po prostu nie znajdziemy pracownika, zwłaszcza w obecnych trudnych czasach. A z drugiej strony, jeżeli zrobimy to, tylko dla samych kosztów, bez korzyści dla nas, no, to po prostu na tych umowach nie zarobimy. I teraz przykładem w jakim można to zrobić, jest umożliwienie studentom współpracy w taki sposób, że to oni wyznaczają godziny, w których współpracują. No, bo jeżeli to byłoby stanowisko, które w swojej istocie polega, tylko na wykonywaniu polecenia kierownika i byciu 8 godzin w biurze, to nie mielibyśmy argumentów na to, że nie jest to umowa o pracę, która nawet przy studentach, jest w pełni oskładkowana. Natomiast, jeżeli dane stanowisko charakteryzuje się pewną swobodą wykonywania zleceń, bez szczególnego nadzoru kierownika, to możemy wtedy stwierdzić, że jest to ciągle umowa zlecenie i jeżeli wykonują ją dla nas studenci, jest to dla nas optymalne kosztowo. Jest nawet taki mały paradoks, w przypadku jednoosobowych działalności opodatkowanych liniowo lub na zasadach ogólnych, że taka współpraca ze studentami, lepiej gdy jest całkowicie udokumentowana, mamy rachunki, mamy umowę, mamy wszystko. Wszystko w papierach nam się zgadza, bo taka legalna umowa jest wtedy efektywnie tańsza, niż gdybyśmy wyjęli z własnej kieszeni pieniądze i po prostu przekazali na czarno takiej osobie, gdyż taka umowa ciągle jest kosztem jednoosobowej działalności gospodarczej – tak samo w spółkach – ale można ją odliczać od podatku, bo wszystkie koszty zatrudnienia są kosztem uzyskania przychodu dla nas, a na umowach ze studentami mamy jeszcze taki dodatkowy bonus podatkowy. Więc umowy ze studentami to pierwsza rzecz, którą możemy zrobić, jeżeli nie mamy rozbudowanego budżetu, a potrzebujemy już jakiegoś wsparcia. Umowy z podwykonawcami to druga metoda. Zawieranie umów o dzieło na określone twory, określone przypadkowe dzieła, które potrzebujemy, żeby ktoś dla nas wykonał to trzecia metoda. Jeżeli zawieramy, natomiast umowę zlecenie z kimś, kto nie jest studentem i ma powyżej 26 roku życia, to ta różnica kosztowa między umową o pracę nie jest duża. Oskładkowane zlecenie różni się od umowy o pracę wyłącznie metodą wyliczania podatku, natomiast koszty pracodawcy są de facto takie same. Możemy sobie oszczędzić, jedynie trochę kosztów administracyjnych, nie zawierając umowę o pracę, co może być dobrym pomysłem, jeżeli jest to nasza pierwsza współpraca i nie mamy pewności, czy na pewno etat będzie nam się opłacał na dłuższą metę. Chcemy kogoś zatrudnić na 2-3 miesiące i zobaczyć, czy nasza firma z pierwszym pracownikiem, z pierwszym zleceniobiorcą, czy ona nadal będzie biznesowo funkcjonowała na tyle dobrze, żeby rozwinąć się na kolejne, na kolejne etapy. Zlecenie daje nam wtedy tutaj większą elastyczność. No, ale trzeba uważać, żeby nie nadać temu zleceniu formę umowy o pracę, bo zawierając umowy ze współpracownikami, musimy pamiętać o tym, że liczy się faktyczna treść tej umowy, a nie jak ją nazwiemy. To, że nazwiemy umowę umową o dzieło, a wpiszemy tam całą charakterystykę umowy o pracę jest tylko odkładaniem problemu w czasie, bo przy pierwszej kontroli czy ZUSu czy Państwowej Inspekcji Pracy może się okazać, że ta umowa zostanie zakwestionowana.

– No, to może najlepszym sposobem byłoby nie zatrudnianie, a wchodzenie we współpracy z innymi samozatrudnionymi. Czy to zdaje egzamin? Czy kiedy komuś po prostu… Jeżeli ktoś nam wystawia fakturę za to, co dla nas zrobił, i czy my możemy jako pracodawca, jako przedsiębiorca, zachęcić taką osobę, która na przykład do tej pory u nas pracowała, Wiesz co, załóż działalność, będzie nam wszystkim łatwiej, czy ona tak może?

– Tu wchodzimy w taki szary obszar, bo jeżeli już zawarliśmy z daną osobą umowę o pracę, to nie do końca możemy proponować jej współpracę w formule tak zwanego samozatrudnienia w oparciu bardziej B2B, bo niejako trochę sami daliśmy argumenty na to, że ta współpraca nie będzie faktycznym zleceniem zawartym z innym przedsiębiorcą. Przede wszystkim, decydując się na taką tak zwaną współpracę B2B – co jest takim potocznym określeniem na zawieranie umów z innymi przedsiębiorcami, ale takimi, którzy de facto pracują tylko dla nas. Utarło się nazywanie tego w skrócie B2B. Po pierwsze, nie każdy rodzaj czynności wykonywanych w firmie nadaje się do tego, żeby współpracować w tej formie. Jeżeli mamy do czynienia ze stanowiskiem administracyjnym, które de facto polega na siedzeniu na recepcji 8 godzin dziennie, to siłą rzeczy, no, ciężko tutaj mówić o jakiejkolwiek swobodzie przedsiębiorcy, z którym współpracujemy. Co innego, gdy nawiązujemy współpracę z programistą albo z osobą, która zajmuje się usługami marketingowymi. Wtedy jak najbardziej można rozważyć tego rodzaju współpracę, zwłaszcza jeżeli jeszcze nie zawarliśmy umowy i dopiero negocjujemy, w jakiej formie najlepiej byłoby to zrobić. Z pewnością z perspektywy przedsiębiorcy jest to współpraca bardzo wygodna, dlatego, że bardzo łatwo nam skalkulować nasz łączny koszt, bo jest nim po prostu kwota netto z faktury, którą otrzymamy od danego przedsiębiorcy. Jeżeli jesteśmy vatowcem, to bez różnicy dla nas, czy dana osoba rozlicza się z vatem czy bez. Bo nawet jeżeli wystawi nam większą fakturę VAT, to my sobie ten VAT odliczymy. Natomiast jeżeli nie wystawia faktury z vatem, no to będzie po prostu dla nas kwota netto, również na fakturze, będzie dla nas również kwotą przelewu, a całość rozliczymy sobie w kosztach. I zasadniczo ta jedna faktura to całość naszych obowiązków administracyjnych. Więc z perspektywy przedsiębiorcy taka współpraca zawsze jest wygodna. Różnie wygląda to z 2 strony. No, jeżeli wykorzystując siłą rzeczy najczęściej silniejszą pozycję jako potencjalny tutaj pracodawca. Jeżeli narzucamy B2B w sytuacji, gdzie nie pasuje, to musimy liczyć się z tym, że tutaj również może zostać to zakwestionowane, albo od strony sztucznej struktury podatkowej, jeżeli za daleko zabrniemy w różnymi optymalizacjami podatkowymi, albo od strony zusowskiej lub Państwowej Inspekcji Pracy, jeżeli na przykład ten nasz współpracownik, w przypadku, gdy nasza relacja się popsuje albo nastąpi jakiś wypadek, stwierdzi, że, jednak korzystnie byłoby dla niego mieć tą współpracę w oparciu o umowę o pracę i zacznie twierdzić przed organami, że ta współpraca w formule B2B została na nim wymuszona. Natomiast jeżeli z istoty naszej firmy czy tego jak chcemy się rozliczać, wynika, że opłaca nam się współpracować w oparciu, na przykład, o doraźne zwiększanie lub zmniejszanie ilości przekazywanych zleceń, a w szczególności, jeżeli chcemy się rozliczać w oparciu o efekty – co jest częste na przykład w branży marketingowej, gdzie chcemy się rozliczać od efektów kampanii – to tamta formuła B2B bardzo pasuje, bo dużo łatwiej rozliczać się za efekt z osobami rozliczającymi się w formule B2B. Jeżeli chcemy, żeby rozliczyli nam efekty swojej pracy, to oni po prostu wystawiają nam większą fakturę w oparciu o jakiś system prowizyjny, który przyjęliśmy. Prowizje i premie są oczywiście możliwe również przy umowie o pracę, ale system opracowania takiego systemu premii, który bierze pod uwagę wszystkie zmienne dotyczące sposobu rozliczenia składek i podatków u danych osób, są bardzo często bardzo obciążające, zwłaszcza dla niewielkich firm, bo ciężko tutaj opracować jednorodny system zarówno dla umów o pracę, jak i współprac w oparciu o tą formułę B2B.

– Bardzo dziękuję za rozmowę. Mam nadzieję, że te kwestie poruszone troszeczkę rozjaśnią – tym, którzy jeszcze nie zatrudniali osób w swoich działalnościach – Troszeczkę rozjaśnią ten temat. A kto już jest na tym etapie no, to na pewno utrwalenie tej wiedzy się przyda. Bardzo dziękuję, Panie Piotrze za rozmowę.

– Bardzo dziękuję.

– Piotr Piasecki był moim i twoim gościem. Również tobie dziękuję, drogi Słuchaczu, za wysłuchanie tej rozmowy do końca. Jeśli interesuje Cię wiedza taka, jak ta, pozwalająca rozwiązywać codzienne problemy Polskich przedsiębiorców, to zachęcam Cię do sprawdzenia innych rozmów na kanale Przyspiesz Biznes. Troszeczkę ich już nagraliśmy. Są w różnych tematach, nie tylko dotyczą oczywiście zatrudnienia. Jeśli rozmowa ci się podobała, daj proszę łapkę w górę, zostaw nam komentarz. Mamy nadzieję, że subskrybujesz nasz kanał tak, aby za tydzień znowu zawitać do nas na naszą rozmowę. A tymczasem mówię już: do zobaczenia i do usłyszenia.

Upraszczamy
prowadzenie firmy

Załóż darmowe kontoPorozmawiajmy